Podróż po prowincji Sinciang w Chinach, praktyczny poradnik.

Wizyta w Regionie Autonomicznym Sinciang-Ujgur (Xīnjiāng 新疆) marzyła mi się już od dawna. Ponieważ mieszkam w Mongolii Wewnętrznej, wydawałoby się, że mam do Sinciangu rzut kamieniem. Ale jak to zwykle bywa, miejsca które mamy ‘pod nosem’ często odkrywamy raczej później, niż wcześniej. W tym roku jednak się udało! Odbyłam moją własną ‘wędrówkę na zachód’.

Zamiast lecieć samolotem bezpośrednio z Chin do Polski, rozbiłam sobie tą podróż na kilka etapów Mongolia Wewnętrzna → Sinciang → Azerbejdżan → Gruzja → Polska. Wydaje mi się, że był to strzał w dziesiątkę. Nie dość, że dużo zwiedziłam, to jeszcze nie dopadł mnie jet lag.

Gdzie jest Sinciang, wizy, dojazd

Sinciang leży w północno-zachodnich Chinach i stanowi prawie ⅙ całkowitej powierzchni tego kraju. Oznacza to, że aby wybrać się do Xinjiangu potrzebna będzie Wam wiza do Chińskiej Republiki Ludowej. O wizę starać się można przez oficjalne Centrum Wizowe.

mapa Chin

Dostać się do Sinciangu możemy drogą lądową lub powietrzną, dopłynąć nie dopłyniemy, bo to region w samym centrum Azji, a do tego jeden z najsuchszych na świecie o typowo kontynentalnym klimacie.

Po aktualne informacje na temat granicznych przejść lądowych spójrzcie na stronę Caravanistan. W porównaniu do kontroli granicznej na lotniskach, kontrola na przejściach lądowych jest bardziej męcząca, trwa dłużej, a w najgorszym wypadku całe przejście może być czasowo zamknięte. Jeśli chodzi o przeloty, to pełną listę lotnisk, znaleźć możecie tutaj. Najlepiej jednak dolecieć do jednego ze znaczących lotnisk: w stolicy regionu – Urumczi, na lotnisko w Kaszgarze lub Yining, a z mniejszych korzystać w ramach poruszania się po regionie.

Dla kogo jest Sinciang?

Na pewno dla ludzi łaknących nietypowych miejsc i atrakcji. Sinciang to miejsce dla miłośników przyrody, miłośników historii, lokalnych kultur, jedzenia! Jednym słowem, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jeśli interesuje Cię historyczny Szlak Jedwabny – Kaszgar to miejsce obowiązkowe, lubisz wspinaczki – góry Tianszan Cię nie zawiodą, chcesz zgubić się na pustyni – ich w Sinciangu nie brakuje, ale lepiej się nie zgubić. Sinciang to też nie lada gratka dla smakoszy i istny raj dla fotografów.

Utrudnienia czyhające na podróżujących

Myślę, że rzeczywiście jest tak, że każdy znalazłby w Sinciangu coś dla siebie, ale jest też tak, że nie jest to miejsce dla każdego. Pewne utrudnienia i niedogodności sprawiają, że niektórzy poczują się przytłoczeni i będą chcieli szybko wracać do domu. Jeśli jednak wcześniej zdamy sobie sprawę z przeszkód, łatwiej będzie sobie z nimi poradzić. Oto lista rzeczy, z którymi trzeba sobie radzić w Sinciangu (przynajmniej te, które sama zauważyłam):

  • Komunikacja – zapomnijcie o angielskim. Jeśli spotkacie akurat osobę mówiącą w tym języku, będzie to zdecydowanie wyjątek, nie reguła. W Sinciangu czasem nawet znajomość mandaryńskiego nie pomoże, pomimo, że jest to tutaj oficjalny język. Usłyszymy/zobaczymy tu przede wszystkim ujgurski, ale również kazachski, mongolski, rosyjski… Dla przykładu, wszelkie oficjalne znaki i szyldy wyglądają tak:
znak informacyjny po chińsku i ujgursku
znak wejscia

Mniejszości etniczne zamieszkujące Sinciang najczęściej mówią w co najmniej dwóch językach, w tym po mandaryńsku, często niechętnie. Sama miałam opory, aby rozmawiać z Ujgurami bądź Kazachami po chińsku, nie chcąc ich urazić. Ale był to dla nas jedyny wspólny mianownik.

Całe szczęście, pozostaje jeszcze język ciała, uśmiech oraz technologia, która może okazać się pomocna przy tłumaczeniach. Polecam aplikację na telefon Pleco, która pomoże nam z tłumaczeniem chińskiego i nie wymaga dostępu do Internetu.

  • Cudzoziemiec w Sinciangu – zagraniczni podróżnicy, szczególnie Ci podróżujący niezależnie spotykają się tu są z ograniczonym zaufaniem. To z uwagi na trudną sytuację polityczną w regionie i napięte stosunki między Chińczykami Han oraz (w szczególności) Ujgurami. Trzeba mieć na uwadze lokalną sytuację jeszcze zanim wdamy się w dyskusje o polityce i prawach człowieka. Nie chcielibyśmy przecież nikogo niepotrzebnie narażać na ewentualne konsekwencje takich rozmów. 
 

Dodam tylko, iż uważam, że Sinciang jest miejscem bardzo bezpiecznym, nawet dla podróżujących solo kobiet. Nigdy nie czułam się nieswojo chodząc po ulicach. Jak wszędzie należy zachować rozsądek i przestrzegać lokalnych norm, nie szkodzić sobie ani lokalnym mieszkańcom.

  • Kontrole i obszary objęte zakazem wjazdu – policja w miastach, a nawet poza nimi jest wszędzie, mówię o takiej którą widać i takiej której nie widać. Jest duża ilość punktów kontrolnych, jeśli zostaniecie zatrzymani, a to jest pewne jak w banku, nie panikujcie. Różnego rodzaju kontrole są tu na porządku dziennym i o ile dla podróżnika mogą być niewielką uciążliwością, to wyobraźcie sobie co czują miejscowi.
 

Kontrola dokumentów najczęściej odbywa się przy wejściu i wyjściu ze stacji kolejowej, bądź autobusowej, przy wejściu do atrakcji turystycznych, na autostradach. Dlatego należy wszędzie nosić ze sobą paszport, sama kserokopia nie wystarczy.

W miejscach gdzie potencjalnie może gromadzić się więcej osób, takich jak centra handlowe, restauracje, hotele bądźcie też przygotowani na kontrolę i skanowanie bagaży. Czasem pojawia się też zakaz wnoszenia napojów. 

Niekiedy kontrolowane są jedynie dokumenty (paszport z odpowiednią i ważną wizą), ale najczęściej policja zadaje również serię pytań. Tak też było, gdy zatrzymano mnie na autostradzie. Dlaczego, po co, skąd jadę, czym i dokąd, czym się zajmuję…chcieli wiedzieć wszystko bardzo dokładnie. Generalnie, wydaje mi się że nie ma złych odpowiedzi, oprócz jednej – że jest się dziennikarzem….

W Sinciangu są też obszary tymczasowo zamykane, do których nie można wjeżdżać. A niektóre, tak jak np. Hami City wymagają dodatkowych, zdobytych z wyprzedzeniem pozwoleń na wjazd, tzw. 边境通行证 (biānjìng tōngxíngzhèng).

Ja jednak wjechałam do takiego regionu bez odpowiedniej przepustki i nie miałam problemów. Jeśli planujecie wizytę w podobnym rejonie, warto zastanowić się nad zdobyciem przepustki. Wyrabia się je na komisariatach policji.

Listę miast/obszarów do których (przynajmniej w teorii) wymagane są przepustki znajdziecie u dołu tego artykułu (w języku chińskim).  

skanowanie bagaży
Kontrola przy wejściu do Wielkiego Bazaru
  • Zakwaterowanie – w całych Chinach obowiązują tu pewne ograniczenia, ale jeśli chodzi o Sinciang, obcokrajowcy mogą nocować jedynie w hotelach posiadających specjalne zezwolenie na ich przyjmowanie.

Przepisy te są w Sinciangu surowo przestrzegane, czego doświadczyłam na własnej skórze, kiedy zostałam wyrzucona z hotelu w miasteczku Qinshuihe. Teoretycznie wybrany przeze mnie hotel, miał odpowiednie zezwolenie, ale widocznie policja uznała, że z jakiegoś powodu się nie nadaje i eskortowali mnie do innego (3 razy droższego hotelu)!

  • Internet – jeśli zaopatrzycie się w lokalną kartę SIM, to sieć jest doskonała, a 4G działa nawet na górskich szlakach, daleko od ‘cywilizacji’. Jednak dostęp do wielu stron i usług internetowych jest w całych Chinach zakazany, jedynym rozwiązaniem jest wykupienie usługi VPN (Virtual Private Network). Odradzam tylko korzystanie z VPN-u na publicznym np. hotelowym wifi.

Skoro Was już skutecznie zniechęciłam, to teraz postaram się Was zachęcić, bo uważam, że Sinciang jest niezwykle ciekawy, w 100% wart odwiedzenia, a sama zamierzam tam wrócić jeszcze nie raz.

Informacje praktyczne

Parę wskazówek co do pobytu w Sinciangu podałam już w sekcji ‘utrudnienia czyhające na podróżujących’. Poniżej podaję jeszcze kilka:

Transport

Poruszać po Sinciangu najlepiej jest pociągami, a na krótkich dystansach taksówkami (oficjalnymi, bądź nie). Sprawdźcie wcześniej rozkład kolejowy, ale bilety kupujcie raczej na stacji, nie przez pośredników. Wyjdzie na pewno taniej. 

Co ciekawe rowerów w Sinciangu jest bardzo mało, zimowe, bardzo niskie temperatury sprawiają, że rowery nie stały się tak popularne jak w innych częściach Chin.

Strefa czasowa

Ciekawostką jest też fakt, że cały Sinciang funkcjonuje na czasie Pekińskim, pomimo, że leży od niego około dwie strefy czasowe na zachód. Także spokojnie można spać do 10. 

Zakwaterowanie

Wspomniałam już o hotelach, należy wybierać te, które kwaterują obcokrajowców. Można też korzystać z CouchSurfingu (choć to trochę nielogiczne z punktu widzenia całej tej uciążliwej kontroli). W Mongolii Wewnętrznej gościłam kiedyś parę Polaków, a innym razem parę z Niemiec, korzystali oni po drodze z Europy praktycznie tylko z CS. 

Higiena

Higiena jedzenia w Azji bywa czasem problemem, jeśli macie wrażliwe żołądki, wyszukujcie restauracje o wyższym standarcie czystości. Ja podczas całego pobytu niczym się nie strułam, ale jestem już zaprawiona w jedzeniu z ulicznych straganików.

Sinciang jest ogromny, więc nie sposób podczas jednej wizyty zwiedzić wszystkiego. Opiszę więc miejsca, które samej udało mi się zobaczyć. W niektórych zakochałam się od pierwszego wejrzenia.

Urumczi (乌鲁木齐 Wūlǔmùqí)

Mój pierwszy przystanek w Sinciangu i zarazem stolica regionu. Urumqi to ogromne miasto, które cały czas się rozwija. Szkoda mi tylko, że nie przeznaczyłam więcej czasu na jego zwiedzanie i zaledwie liznęłam tamtejszą atmosferę. 

Jedną z głównych atrakcji w mieście jest Wielki Bazar, pełen intensywnych kolorów, oszałamiających zapachów, lokalnych specjałów i pamiątek. I właśnie w takim miejscu można poczuć, jak inny jest Sinciang od pozostałych rejonów Chin. Tutejszą atmosferę porównalibyśmy raczej do klimatów bliskiego wschodu, a nie do Pekinu czy Szanghaju. 

Na bazarze znajdziecie wiele ciekawostek i możecie zaopatrzyć się w słynne rodzynki z Siniciangu. Spójrzcie tylko na zdjęcia.

bazar w Urumczi
Wielki Bazar w Urumczi
na bazarze w sinciangu
Kolorowe tkaniny na bazarze

Na bazarze lub w jego okolicy nie radzę próbować jeść w restauracjach, jest to bardzo turystyczne miejsce, a co za tym idzie nastawione na ‘masówkę’. Lepiej oddalić się trochę i zawitać do prawdziwie lokalnej restauracji z lokalnymi cenami.

Warte odwiedzenia jest też Muzemu w Urumczi, pełne ciekawych eksponatów, z których największe wrażenie zrobiły na mnie mumie. Idealnie zachowane zmumifikowane ciała, zupełnie zwyczajnych ludzi. Dawnych mieszkańców z pustynnego obszaru kotliny Tarim. Z szacunku nie chciałam robić zdjęć mumiom, ale jeśli jesteście ciekawi jak wyglądają zajrzyjcie na tą stronę.

Wielką atrakcją w Urumczi ( a właściwie w całym regionie) jest podglądanie zwyczajnego życia  jego mieszkańców. Wspaniale jest zobaczyć jak w miejskich zakamarkach Ujgurowie pieką tradycyjny chlebek naan, albo sprzedają słodkie lokalne owoce i bakalie z wielkich, wypełnionych po brzegi wózków. Spotkamy tu zabieganych pracowników biur, wesołych studentów, tragarzy i ludzi snujących się bez celu.

Powiat Huocheng (霍城县 Huòchéng xiàn)

To właśnie z powodu głównej atrakcji w powiecie Huocheng wybrałam czerwiec na podróż po Sinciangu. Jaka to atrakcja? Lawendowe pola! I to nie byle jakie. Obok Bułgarii i Francji, Chiny to największy na świecie producent lawendy. A pola w Sinciangu są naprawdę imponujące. W całym rejonie pachnie kwiatami i myślę, że nikt tu nie cierpi na bezsenność, bo jak wiadomo lawenda uspokaja. Ja po wizycie na polach spałam jak kamień.

Dodatkowo, na jednym z pól spotkała mnie niespodzianka w postaci…paparazzi haha Jako jedyna blada twarz w okolicy, znacząco się odróżniam, więc wycieczka fotografów postanowiła ze mnie zrobić modelkę. Na początku trochę się speszyłam, ale potem pozowałam i efektem są naprawdę fajne zdjęcia!

pola lawendy Sinciang
Lawendowe pola w Sinciangu
lawenda
Niespodziewana sesja zdjęciowa na polach lawendy

Wstęp na większość mniejszych pól jest darmowy, większości nikt nawet nie pilnuje, więc można cykać zdjęcia do woli. Na najbardziej turystyczne (choć i tak nie ma tam wielu osób) i malownicze pole z widokiem na góry Tianshan zwane 解忧公主 (Jiěyōu gōngzhǔ) bilet kosztuje około 15 złotych.

Najlepiej wybrać się na pola wczesnymi godzinami rannymi lub godzinę – dwie przed zachodem słońca, aby załapać się na najpiękniejsze oświetlenie. Ci z Was, którzy pasjonują się fotografią na  pewno to wiedzą.

Góry Tienszan (dolina rzeki Yili)

Pasma tych azjatyckich gór są rozległe i ciągną się nie tylko na terenie Chin. Nawet poszczególne odcinki ciągnące się na terenie Sinciangu mają zupełnie odmienny charakter. W okolicach Turfanu góry Tienszan są górami pustyni, zupełnie nagie, bez roślinności, szaro-bure. Ja trafiłam do obszaru górskiego w okolicach Doliny Guozigou (果子沟 Guǒzi gōu) i jeziora Sailimu (赛里木 Sài lǐ mù) to odcinek z bujną roślinnością, świerkowymi lasami, górskimi łąkami i ośnieżonymi szczytami. 

Nie potrafię do końca opisać piękna, które tu znalazłam! Kilka dni spędzone w górach Tienszan na prawdę naładowały mnie pozytywną energią, gdyż była to przepiękna przygoda. Noclegi w kazachskiej tradycyjnej jurcie, lokalne specjały, świeże powietrze, niesamowite widoki, jazda konna w promieniach zachodzącego słońca; takie atrakcje czekają Was w tym rejonie.

Znajdzie się coś dla miłośników zarówno fauny jak i flory. Nigdy wcześniej nie widziałam na żywo tylu świstaków. Szkoda że nie potrafię rozpoznawać gatunków ptaków, bo tych też było w górach sporo.

górskie widoki
Widok na góry Tienszan
Nocleg w jurcie kazachskiej
Nocleg w jurcie kazachskiej
Odpoczynek na szlaku
Odpoczynek na szlaku
jazda konna
Kazachowie uczą się jazdy konnej od małego

‘Ostatnia łza Atlantyku’, nie wiem czemu, ale tak tutejsi nazywają przepiękne Jezioro Sailimu. Aby dostać się na teren tuż przy jeziorze, należy wykupić bilet wstępu (koszt około 35 zł). Można je jednak podziwiać z wielu punktów widokowych, które znajdują się na otaczających jezioro szczytach. Na wspinaczkę do punktów widokowych zarezerwujcie sobie około 2 godziny.

jezioro Sailimu
Widok na błękitne wody jeziora Sailimu

Guozigou, czyli Dolina Owoców, cieszy się popularnością szczególnie wiosną, bo to właśnie wtedy kwitną porastające stoki górskie drzewa owocowe. Podejrzewam, że cała dolina zmienia się wtedy w kwiatowy raj, muszę wrócić, aby zobaczyć ten spektakl.

W 2011 roku w dolinie powstał długi na 360 m most, Muszę przyznać, że wiele takich konstrukcji psuje raczej widoki, ale ten jest dość wyjątkowy i świetnie wpisuje się w naturalny krajobraz Tianszanu.

Panorama gór z mostem Guozigou
Panorama gór z mostem Guozigou

Turfan (chiński:吐魯番 Tǔlǔfán; ujgurski: تۇرپان, Turpan)

Ponieważ opady w rejonie Turpanu nie przekraczają często 20 mm rocznie, bardzo zdziwił mnie fakt, że jest to znane miejsce upraw wielu owoców. Takich jak winogrona, melony, arbuzy, owoce morwy. A to wszystko za sprawą niezwykłego i mającego ponad 2000 lat systemu nawodnień, który doprowadza wodę gruntową na same pola. Zwiedzanie samego systemu i jego makiety to jedna z atrakcji w mieście Turpan. 

Ocieniony winoroślami deptak
Ocieniony winoroślami deptak
szkielet dinozaura
Szkielet dinozaura w lokalnym muzeum

Oprócz tego pójść możemy do muzeum ze szkieletami dinozaurów i mumiami oraz kilku innych historycznych miejsc w mieście i jego okolicy. Trochę poza miastem znajduje się też najgorętsze miejsce Chin – Płonące Góry (Flaming Mountains), oraz najniższa depresja w Chinach (druga na świecie) – jezioro Aydingkol położone 155 metrów pod poziomem morza. Nie polecam wizyty w Putaogou, czyli Dolinie Winorośli. Niepotrzebnie wydacie pieniądze na coś co można zobaczyć wszędzie, jeśli tylko oddalimy się od centrum miasta – czyli plantacje winorośli. Ciekawostką, można by powiedzieć architektoniczną są budynki do suszenia winogron na rodzynki. Są to ażurowe konstrukcje z cegieł, których zadaniem jest ochrona winogron przed ewentualnym deszczem ale przede wszystkim przed bezpośrednimi promieniami słońca.  Jednocześnie dostarczenie odpowiedniego przewiewu, aby rodzynki dobrze się wysuszyły.

budynki do suszenia winogron
Budynki do suszenia winogron
Podmiejskie tereny Turfanu
Podmiejskie tereny Turfanu z uprawą winorośli

Nie wiem czy było to spowodowane ciągłym, niemiłosiernym upałem, ale atmosfera w mieście jest mało energiczna. Była to moja pierwsza wizyta w tym miejscu, ale wydaje mi się, że nie zawsze tak było. Dowiedziałam się, że w ostatnim czasie władze miejskie zakazały prowadzenia ulicznych straganów z jedzeniem, co przecież jest wpisane w byt każdego azjatyckiego miasta! Nie do końca aprobowane są też wszelkiego rodzaju zgromadzenia, także wydaje mi się, że lokalna atmosfera miasta (które jest przecież ważnym ośrodkiem Ujgurów) została mocno uśpiona.

Yining (伊宁 Yīníng)

Yining zapamiętam jako miasto przysmaków. Zwiedzałam tam chyba głównie restauracje, przytyło się parę kilo. Jest to miasto ciekawie kulinarnie i kulturowo, a to dlatego, że mieszkańcy należą do wielu mniejszości etnicznych. 

Miasto najlepiej zwiedzać spacerując, a do bardziej oddalonych miejsc można dojechać taksówką.

Koniecznie trzeba zajrzeć też na ulicę/deptak Hanrejie (汉人街) – ulica Chińczyków, na której znajduje się centrum kulinarne regionu. Nazwa ulicy wydaje mi się dość przewrotna, bo chińskiego tam się wcale nie usłyszy… Jest tam cała masa lokalnych restauracji i straganów wypełnionych daniami regionalnymi. Jeśli chcecie dowiedzieć się jakie specjały czekają na Was w Sinciangu, zerknijcie na mój post o najlepszych potrawach z regionu. Pojawi się on na blogu już niedługo.

Wyjątkową ciekawostką w mieście jest małe, prywatne muzeum akordeonów. Prowadzone przez prawdziwego pasjonatę tego instrumentu pana Aleksandra i jego siostrę. Oboje należą do mniejszości rosyjskiej, której w Yining mieszka łącznie parę tysięcy osób. Pan Aleksander opowie o swojej kolekcji a jak będzie w dobrym humorze, to nawet zagra parę piosenek.

W Yining znajduje się też park wzdłuż rzeki Yili oraz ciekawy lokalny market. Można tam kupić środki medycyny naturalnej, które bardziej przywodzą na myśl świat magii Harrego Pottera, a nie aptekę. Zobaczycie między innymi suszone jeże, węże, żaby oraz przyrodzenia najróżniejszych zwierząt. 

brama
Miejscowa architektura
muzeum akordeonów
W prywatnym muzeum akordeonów

Na zakończenie

Wycieczka organizowana czy wyjazd na własną rękę? Wydaje mi się, że każdy zagłosować musi według własnego uznania. Powiem tylko, że Sinciang jest wart zwiedzenia, niezależnie od detali organizacyjnych.

Jestem też bardzo ciekawa, czy słyszeliście wcześniej o tym rejonie świata, a jeśli tak to z czym wam się kojarzy? 

Na koniec zachęcam Was do odwiedzin na moim kanale YouTube – Nomad by Nature, na którym wkrótce pojawi się film z mojej wizyty w Sinciangu.