Z życia cyfrowego nomady – miesiąc na tajskiej wyspie Lanta, w KoHub coworking.

Bycie cyfrowym nomadą, jak wszystko, ma swoje plusy i minusy, ale zdecydowanym plusem jest możliwość wyboru miejsca pracy. Każdy znajdzie coś dla siebie. Lubisz góry – może włoskie Apeniny? Wolisz miejskie wygody i styl życia? – Kuala Lumpur jest dla Ciebie.

Choć na co dzień mieszkam w mało przyjaznym (zimą) klimacie Mongolii Wewnętrznej, moim faworytem są tropiki – jestem ciepłolubna. Ale to oczywiście nie jedyny powód dla którego mój wybór na coworking padł na KoHub w Tajlandii.

Dlaczego Tajlandia?

Tajlandia jest bardzo popularna nie tylko wśród turystów, którzy przybywają tu licznie w czasie urlopów, ale i wśród cyfrowych nomadów z całego świata. Myślę, że (jeśli chodzi o nomadów) głównymi powodami są:

  • Przystępne ceny – w Tajlandii znajdzie się zakwaterowanie i wyżywienie dosłownie na każdą kieszeń – od tanich noclegów w wieloosobowym dormitorium i ulicznego jedzenia do luksusowych hoteli i wykwintnych restauracji, różnego rodzaju usługi (transport, pranie, świetny tajski masaż) również są tanie, dla przykładu:

    danie w lokalnej restauracji 5-10 zł

    butelka wody w sklepie 1L – 2.5zł

    miesięczny karnet na siłownię – 180 zł

    1h masażu tajskiego – ok 20 zł

  • Szybki i niedrogi Internet (nawet na oddalonych wyspach) – większość hoteli i restauracji udostępnia darmowe WiFi, jeśli takie połączenie Ci nie wystarcza, możesz wykupić lokalną kartę SIM; osobną kategorią są tu przestrzenie coworkingowe, które dysponują szybszymi połączeniami z Internetem i często gwarantują do nich 24-godzinny dostęp, praca w takim miejscu jest możliwa z reguły po wykupieniu karnetu (jednodniowego, tygodniowego, miesięcznego…) dzienna przepustka to koszt ok. 35zł (skorzystaj z Coworker.com, aby znaleźć darmowe dzienne przepustki do miejsc coworkingowych na całym świecie).
  • Tajska kuchnia jest przepyszna, a jeśli Ci się znudzi (albo zatęsknisz za domem) masz do wyboru wiele restauracji serwujących potrawy powiedzmy ‘bardziej europejskie’
  • Klimat – szczególnie przyjemnie jest w porze suchej (od listopada do lutego), ale za to będzie wtedy w Tajlandii więcej przyjezdnych, a co za tym idzie ceny wzrosną, uważam, jednak że pory deszczowej nie należy się bać, bo też ma swoje uroki (jest na pewno bardziej zielono i ‘świeżo’), z resztą jeśli zamierza się pracować, deszcz może w tym pomóc 😉

    Dodatkowo, jeśli wybieracie się na północ Tajlandii (okolice Chiang Mai), to przestrzegam przed okresem wypalania traw – w zależności od sezonu rozpoczyna się około lutego i może trwać aż do końca kwietnia.

  • Rajskie plaże – oczywiście nie samą pracą człowiek żyje, więc jeśli jest się w tropikalnej lokalizacji, to należy korzystać z jej dobrodziejstw, a w Tajlandii na pewno takim dobrodziejstwem są właśnie plaże, więc jeśli lubicie się opalać, pływać, grać w siatkówkę plażową, to na pewno się nie zawiedziecie
  • (W razie czego), dostęp do wykwalifikowanych usług medycznych – oczywiście żadnych komplikacji ze zdrowiem nikomu nie życzę, ale gdyby coś się  wydarzyło, Tajlandia ma usługi medyczne na wysokim poziomie, polecam jednak przed jakimkolwiek wyjazdem wykupić ubezpieczenie.
  • Znajomość języka angielskiego wśród Tajów jest dobra, szczególnie w porównaniu do krajów ościennych, takich jak Kambodża lub Laos.
  • Prężna społeczność nomadów, w tym:

    – Liczne miejsca do coworkingu i colivingu

    – Sporo eventów kierowanych do nomadów, gdzie wiele osób dzieli się swoimi doświadczeniami i wiedzą związaną z tym stylem życia i pracą zdalną.

KoHub Tropical Coworking

Jak już wspomniałam, od kilku lat na całym świecie, w szczególności w Azji południowo-wschodniej jak grzyby po deszczu wyrastają miejsca do coworkingu. Jednym z takich miejsc jest KoHub – Tropical Coworking i coliving na przepięknej, rajskiej wyspie Lanta.

W zeszłym roku (2018) spędziłam w Tajlandii trzy miesiące, z czego miesiąc właśnie w KoHub. To miejsce ma wśród nomadów i u mnie bardzo wysokie noty (4.9/5 na portalu coworker.com). Pozwólcie, że podzielę się z Wami moimi doświadczeniami:

coworking Kohub 1

Rezerwacja

Na około dwa-trzy miesiące przed przyjazdem, zabookowałam pobyt w KoHub na wrzesień 2018. Załapałam się jeszcze na obniżkę ‘green season’ – pora deszczowa. I choć początkowo bałam się, że będzie padać codziennie, to moje obawy się nie sprawdziły i pogoda była świetna  przez prawie cały pobyt na Lancie.

Rezerwacji dokonuje się kontaktując się bezpośrednio z KoHub poprzez ich stronę internetową oraz dokonując całkowitej opłaty za pobyt (chyba, że dogadasz się inaczej i opłacisz wszystko już na miejscu). Ja zapisałam się na ‘all inclusive package’ (to był chyba mój pierwszy pakiet all inclusive, bo nigdy nie podróżuję z biurem podróży), który obejmuje:

  • Zakwaterowanie w mieszkaniach KoHub
  • Dostęp do przestrzeni do coworking-u (24h)
  • Wyżywienie – 2 posiłki dziennie

Dokładny opis pakietów dostępnych w KoHub znajdziecie na ich stronie internetowej

Jeśli chodzi o przedpłatę, KoHub preferuje usługę TransferWise, która ma bardzo korzystne kursy walut i przejrzystą strukturę opłat za przelewy. Na miejscu można też płacić kartą, ale do oryginalnej ceny doliczone zostanie 5%.

Dobra wiadomość dla par i osób podróżujących w duecie! Jeśli chcesz skorzystać z zakwaterowania w KoHub, a podróżujesz z partnerem/partnerką, to cena zakwaterowania drugiej osoby w tym samym pokoju będzie niższa (nawet jeśli druga osoba nie korzysta z pozostałych usług, jak np. coworking).

Jak dojechać?

Ko Lanta znajduję się w prowincji Krabi, na Morzu Andamańskim. Z Polski, najlepiej byłoby najpierw dotrzeć do Bangkoku, a następnie dolecieć do Krabi (tanie loty do Krabi oferują Air Asia, Jetstar Asia, Air Malindo i Firefly). Potem potrzebujemy jeszcze ok. 2 godzin w minivanie (+ na promie), aby dotrzeć na wyspę.

Na Lantę, można dotrzeć również z wyspy Phuket promem lub łodzią motorową. Promy zatrzymują się na PhiPhi, i można na chwilkę wyskoczyć na plażę.

Pobyt w KoHub

Wszyscy pracownicy KoHub są bardzo przyjaźni i pomocni. Starają się, aby Twój pobyt przebiegał bezproblemowo. W ciągu dnia i podczas wszystkich organizowanych przez KoHub wydarzeń spotkasz też James’a, który założył to miejsce. Nie zraź się, pomimo, że James często się nie uśmiecha, to jest bardzo sympatyczny i ma wiele ciekawych historii do opowiedzenia.

Coworking

Po przyjeździe do KoHub, każdy członek dostaje login i hasło do swojego KoHub-owego konta. Dzięki temu, możesz korzystać z wifi, zapisywać się na wydarzenia, doładować swoje konto (aby móc korzystać z odpłatnych smakołyków w kuchni), przedłużyć pobyt itp. System działa sprawnie, choć ja miałam pewne problemy z zamawianiem jedzenia w ciągu paru pierwszych dni.

Jeśli chodzi o samo miejsce to KoHub niedawno przeniósł się i postawił zupełnie nowy budynek z przeznaczeniem na coworking. Znajdują się tam dwie duże, klimatyzowane sale oraz zadaszony taras, wszystko oczywiście przystosowane do pracy zdalnej (wifi, biurka, krzesła, pełno gniazdek). W tych salach pracują, rozmawiają, żartują i poznają się nomadzi z całego świata.

Oprócz tego, jest jeszcze mniejsza sala, w której obowiązuje cisza (dobre miejsce, jeśli chcesz skupić się bardziej nad jakimś zadaniem) oraz wyciszone budki do rozmów np. na Skype.

Za dodatkową opłatą, do dyspozycji są duże monitory, klawiatury i inne sprzęty, które mogą przydać się podczas pracy.

Kiedy chcesz zrobić sobie przerwę, możesz zagadać do kogoś we wspólnej kuchni, wyjść do ogrodu, wyciągnąć się na hamaku lub jednej z leżanek, albo namówić innego nomadę na grę w bilarda, tenisa stołowego, planszówkę lub którąś z gier na konsoli.

Wszystko to masz na miejscu, nie musisz się nigdzie ruszać. Jeśli masz wykupiony pakiet z wyżywieniem, to jedzenie jest Ci podtykane pod sam nos. Wystarczy, że zamówisz to na co masz ochotę przez swoje KoHubowe konto i za parę minut jedzenie znajdzie się na twoim stole.

jedzenie Kohub 2
ogród kohub 3
coworking kohub 4

Z jednej strony jest to oczywiście bardzo wygodne, ale czasem sprawia, że człowiek się rozleniwia. Pomimo, że jedzenie z Kohub bardzo mi smakowało, a w menu jest całkiem sporo pozycji, to od czasu do czasu chciałoby się jednak wypróbować czegoś innego. Oprócz tego, porównując ceny jedzenia z lokalnymi (nie skierowanymi do turystów) restauracyjkami, taki pakiet wychodzi drożej.

Patrząc z perspektywy wydaje mi się, jednak że i tak wykupiłabym wyżywienie (z uwagi na wygodę), a spróbować innych lokalnych specjałów można i tak, w ramach trzeciego (czwartego, piątego…) posiłku w ciągu dnia.

Pracownicy KoHub dbają o to, aby nowi członkowie coworkingu czuli się dobrze i szybko stali się częścią społeczności. Prawie codziennie organizowane są różnego typu atrakcje – wspólny lunch, wieczór filmowy, quiz w pobliskim pubie. To dobra okazja, aby porozmawiać z innymi nomadami i nawiązać ciekawe znajomości.

Jednak, czego bardzo zabrakło mi w KoHub-ie, to tzw. ‘skill sharing’. W wielu tego typu miejscach głównym atrybutem jest społeczność i wymiana informacji i wiedzy pomiędzy podobnie myślącymi ludźmi. O ile budowanie społeczności jest jak najbardziej wspierane, to nie ma w KoHub żadnych formalnie zorganizowanych sesji wymiany umiejętności. Pytałam o to właściciela – Jamesa, i powiedział, że wynika to z różnych obostrzeń prawnych, nie mają oni póki co licencji na organizację tego typu wydarzeń (o charakterze edukacyjnym). Nie wiem ile w tym prawdy, ale na pewno jest tak, że jako biznes należący do obcokrajowca muszą być ekstra ostrożni, aby nie łamać lokalnego prawa i nie wchodzić za bardzo w drogę lokalnym przedsiębiorcom.

Coliving

Zacznę od tego, że jak dla mnie, mieszkanie w KoHub się nie opłaca i nie jest zbyt wygodne. Pokoje są nieustawne i małe, w zasadzie jedyne co się w nich mieści to duże łóżko (materace są nowe i wysokiej jakości). W pokojach nie ma szaf, tylko niewielkie bambusowe półki. Dla jednej osoby pokój mógłby wystarczyć, ale dla dwóch jest zdecydowanie za mały. Dodatkowo, słychać wszystko co się dzieje u sąsiadów, ściany są za cienkie, więc w razie czego uzbrójcie się w zatyczki do uszu. A jeśli macie pokój od strony ulicy…ryk motorów słychać o każdej porze. Choć generalnie ruch na Lancie nie jest za wielki. Plusem jest to, że każdy pokój ma prywatną łazienkę i sejf – przyda się jeśli macie ze sobą coś drogocennego.

Oryginalnie zdecydowałam się wykupić pakiet z zakwaterowaniem, ponieważ myślałam, że mieszkania KoHub są tuż przy przestrzeni do coworkingu. Niestety te dwa miejsca są od siebie oddalone – dotarcie zajmuje ok. 10-15 minut piechotą.

Jeśli znów wybrałabym się na Ko Lantę, to poszukałabym alternatywnego zakwaterowania, czegoś bliżej coworkingu albo na plaży.

coliving kohub 5

Wyspa Lanta

Pomimo, że większość Tajów to wyznawcy buddyzmu, wyspa Lanta jest akurat wyspą muzułmańską. W praktyce oznacza to, że trzeba być trochę bardziej uważnym jeśli chodzi o strój (szczególnie tyczy się to kobiet) i że lokalna kuchnia jest trochę inna. Tajowie są generalnie bardzo przyjaźni i uśmiechnięci, więc jeśli będziemy zachowywali się z szacunkiem, to nikt nie będzie robił nam żadnych problemów.

Plaże

Plaże są przepiękne, szczególnie Long Beach – 5 minut pieszo od KoHub (zarówno od biura jak i mieszkań). Spójrzcie tylko na ten krótki film nakręcony na Ko Lancie:

Transport po wyspie

Jeśli czujesz się pewnie (plus masz dobre ubezpieczenie) polecam wypożyczenie skutera. Umożliwi to swobodne i szybkie poruszanie się po wyspie (pamiętaj o ruchu lewostronnym!).

Ja wypożyczyłam rower, ponieważ najbardziej lubię ten środek transportu i nie wybierałam się w dalsze, męczące wyprawy. W razie czego, po wyspie jeżdżą tuktuki, więc wszędzie da się dotrzeć. Pamiętaj tylko, aby ustalić dokładnie cel i koszt przejazdu przed ruszeniem w drogę.

Gdzie zjeść?

Na wyspie jest dużo restauracji, zarówno z tajskim jak i zagranicznym jedzeniem, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Odważcie się spróbować lokalnych potraw w małych rodzinnych restauracjach, właściciele często nie mówią po angielsku ani nie ma karty dań, ale wystarczy wskazać palcem na smakowicie wyglądające potrawy, najeść się można już za 5 zł (danie mięsne!).

Jeśli dysponujesz dostępem do kuchni i chcesz gotować samodzielnie, na lokalnym rynku znajdziesz wszystko czego będzie Ci potrzeba. A jeśli wracasz do hotelu po imprezie i zgłodniejesz, zawsze możesz zahaczyć o otwarte całą dobę markety 7/11 i zjeść tosta czy hot-doga.

jedzenie kohub 6

Puby/Bary

Ko Lanta w porównaniu z innymi wyspami jest o wiele bardziej spokojna, nie ma tu szalonych ‘full moon parties’, ale napić się ‘drinków z palemką’ można w wielu miejscach. Na plaży i wzdłuż głównej drogi znajdziecie karaoke (Funky Monkey), reggae bary, Irish Pub i inne atrakcyjne miejscówki.

Krawiectwo

Może zdziwi Was obecność tego fragmentu tekstu, ale na Lancie korzystałam z usług krawieckich! Otóż u lokalnego krawca zamówiłam suknię ślubną, gdyż w następnym miesiącu brałam w Tajlandii ślub (ale o tym może kiedy indziej). Przy niskich wymaganiach się nie zawiedziecie.

Co jeszcze robić na Ko Lancie? - atrakcje

Na wyspie nie ma bardzo znanych atrakcji, ale warto odwiedzić stare miasto i Park Narodowy Mu Ko Lanta.

Małe biura podróży i agencje turystyczne organizują też wypady na pobliskie wysepki – island hopping (polecam odwiedziny na Ko Mook, wysepki ze Szmaragdową Jaskinią – Emerald Cave). W sezonie można też zapisać się na kurs nurkowania lub kurs gotowania (np. w Time for Lime).

Joga – poza sezonem, nie wszystkie studia jogi są otwarte z uwagi na małą liczbę chętnych. Na szczęście udało mi się znaleźć świetne zajęcia tuż obok mieszkań KoHub. Instruktorka Nora jest przesympatyczna, ale nie pozwala się obijać na zajęciach ;P. Jeśli wybieracie się na Lantę w sezonie, macie do dyspozycji więcej opcji, włącznie z jogą na plaży, np. w studio Oasis Yoga.

Muay Thai – dla tych, którzy wolą mocniejsze wrażenia niż spokojne zajęcia jogi, polecam Lanta Sport Resort Muay Thai Academy. Doświadczeni instruktorzy dadzą Ci niezły wycisk, z członkostwem KoHub nawet 10% taniej. To centrum oferuje również całoroczne programy edukacyjne (z wizą) na naukę sztuki walki – Muay Thai.

Wolontariat – chcesz dać coś od siebie? Na Lancie prowadzone są dwa świetne projekty, które w dużej mierze zależne są od wolontariuszy. Jednym z nich jest Trash Hero. Organizują oni zbiórki śmieci na wielu tajskich (i nie tylko) wyspach. Każdy może dołączyć do akcji oczyszczania plaż,  zbiórki na Lancie najczęściej organizowane są w niedzielę. Po więcej informacji i dokładne terminy akcji zbierania śmieci zajrzyjcie na ich stronę internetową.  A jeśli tematyka walki z plastikiem jest wam bliska, polecam też na stronę polskiej marki biodegradowalnego brokatu


Druga organizacja działająca na Ko Lancie to schronisko dla zwierząt – Animals Lanta Welfare. Schronisko potrzebuje wsparcia finansowego, ale również pracy wolontariuszy. Każdy może pomóc w wyprowadzaniu psów na spacery po okolicy lub zająć się kotami w kociej kawiarni na terenie schroniska. Wszystkie zwierzaki w schronisku szukają nowych domów, możliwa jest adopcja, nawet jeśli mieszkasz na drugim końcu świata, Animals Lanta zorganizuje wszystkie potrzebne dokumenty! 

lanta animals 7
trash hero 8

Podsumowanie

Myślę, że James (właścieciel KoHub) i spółka stworzyli naprawdę przyjazne miejsce, zarówno do pracy jak i zawierania przyjaźni. Życie nomady i częste przemieszczanie się może być czasem samotne, dlatego właśnie takie miejsca pomagają w nawiązaniu nowych znajomości. 

Fakt, że Lanta jest wyspą dość mało rozwiniętą pod względem infrastruktury nie przeszkadzał mi ani trochę, co więcej bardzo mi się to podobało. Jak dla mnie to sygnał, że nie będę ciągle otoczona turystami i nie będę płacić cen premium na każdym kroku. Jeśli lubicie miejsca, w których życie płynie trochę wolniej, chcecie pracować w wygodnym otoczeniu i miłym gronie, to Ko Lanta i KoHub będą dobrym wyborem.