“4-godzinny tydzień pracy” – o biblii cyfrowych nomadów z całego świata

Obowiązkowa pozycja w biblioteczce cyfrowego nomady – “4-godzinny tydzień pracy” autorstwa Tima Ferrissa. Klasyk cyfrowego nomadyzmu i lifestyle design, a najciekawsze, że w całej książce ani razu nie pojawia się termin ‘cyfrowy nomada’ (‘digital nomad)’! Przynajmniej nie w wydaniu pierwszym, które pojawiło się na rynku w 2007 roku i wkrótce po tym wspięło się na listę bestsellerów New York Times.

Dla kogo jest ta książka?

Nie chciałabym jednak, żebyście mnie źle zrozumieli, pomimo, że książka ta jest istną biblią dla nomadów z całego świata, to nie jest to książka tylko dla nich. Chodzi tu bardziej o lifestyle design (projektowanie stylu życia), a to tyczy się to przecież każdego! 

Każdego, kto chce mieć aktywny wpływ na to co dzieje się w jego życiu i nie ważny jest tu wiek, płeć, doświadczenia zawodowe czy prywatne. Uważam, że z tej książki każdy wyciągnie coś dla siebie. Jeśli nie masz takich planów nie musisz nigdzie jeździć ani podróżować. To tylko jedna z wielu opcji, które otwierają się przed Tobą, jeśli zdecydujesz się wyłamiać z utartych schematów.

O książce – czyli jak żyć jak milioner tu i teraz, bez miliona na koncie.

Przyjrzyjmy się bliżej książce, która zainspirowała tysiące osób do małych wielkich zmian i znalezienia się w grupie, którą autor określa jako ‘New Rich’ (nie tłumaczę tego jako nowobogaccy, bo ma to w Polsce raczej negatywny wydźwięk).

Podtytuł książki to: “Escape 9-5, live anywhere, and join the new rich”. Brzmi jak jakiś przekręt, prawda? Uważam jednak, nie! Wiem jednak, że taki styl życia jest możliwy i absolutnie osiągalny, z drugiej strony, wiem też, że nie każdy go osiągnie. 

Ale zacznijmy od początku, o co właściwie chodzi z tym projektowaniem życia (lifestyle design). Używam kalendarza, czy to wystarczy? Otóż chodzi o coś zupełnie innego. W Polsce, jak i w wielu innych krajach, ludzie często odkładają swoje życie na potem. Najczęściej na emeryturę, kiedy to zamierzają zwiedzać świat, uczyć się języków obcych, zająć się nowym hobby, realizować marzenia. Tim Ferriss wystawia na próbę taki sposób myślenia i określa lifestyle design jako zupełne odrzucenie pojęcia życia na później. 

Tim nie namawia Cię, aby rezygnować z przyjemności teraz, aby kiedyś mieć pieniądze na wszystko, wręcz odwrotnie, mówi zacznij robić teraz to co chcesz – kot syty i mysz cała? Obalanie stereotypów i stereotypowego toku myślenia to domena tej książki.

Wszystko pięknie, ale czy autor daje przepis na takie błogie życie?

To podoba mi się w tej książce, nie obiecuje ona, że nauczy cię w 30 dni jak zostać milionerem, albo jak zarobić X pieniędzy w tydzień. Nie jest to też książka o oszczędzaniu.

To książka o tym jak zmieniać, łamać, tworzyć własne reguły albo nawet kompletnie zmienić grę. Świat umówił się, że pracuje od poniedziałku do piątku w godzinach 9-5, to też tak musisz? Błąd! Wszystko jest do negocjacji.

I nie oznacza to, że musisz rzucić swoją obecną pracę. Ale w książce znajdziesz parę trików, na to jak nakłonić szefa do zmian. Jak zwiększyć swoją autonomię, efektywność działań jednocześnie zmniejszając nakład pracy. Z kolei, jeśli to właśnie porzucenie etatu Cię interesuje, automatyzacja, delegowanie zadań i eliminacja to umiejętności, które musisz opanować.

Do tego autor daje nam parę pomysłów jak np. mini-emerytura (mini retirements) i geoarbitrage, które podpowiedzą Ci jak nie odkładać życia na kiedyś. 

Szczególnie podoba mi się pomysł na geoarbitraż. Pomyślmy, kto jest bogatszy? Tomek, który zarabia 120000 złotych rocznie czy Ania zarabiająca 30000? Wszyscy powiedzą, że Tomek jest bogatszy, przynajmniej w liczbach bezwzględnych. A co jeśli dodam, że Ania pracuje 10 godzin tygodniowo, a Tomek 50 godzin, lub więcej. Do tego Tomek mieszka w Warszawie, gdzie wynajmuje mieszkanie, a Ania w Tajlandii, blisko plaży, za co płaci nie więcej niż 1000 zł miesięcznie. W tym momencie sytuacja się odmienia, czy Tomek jest naprawdę bogatszy?

Oceńcie sami, ale geoarbitraż, może pomóc zminimalizować wasze koszty poprzez zmianę lokalizacji bądź delegowanie zadań do krajów, gdzie siła robocza jest tańsza. Warto też pamiętać, że bezwzględne zarobki nie są bezpośrednią miarą sukcesu. Pod ich maską mogą kryć się koszty, których nie da się zmierzyć, jak np. utrata zdrowia, utrata kontaktu z bliskimi i wieczne odkładanie życia na później…

Polecam wszystkim

W książce, autor, przytacza też wiele narzędzi i wskazówek tyczących się biznesu. Wiele z tych narzędzi i serwisów nie przyda Ci się jeśli funkcjonujesz (Twój biznes funkcjonuje) tylko na rynku polskim. Autor pochodzi z USA i tam w większości są jego klienci. Jednak dla niektórych usług można znaleźć polskie odpowiedniki, a nawet jeśli nie, warto wiedzieć jakie informacje, przydają się w budowaniu biznesu, a przede wszystkim budowaniu stylu życia, który nam odpowiada.

Z resztą uważam, że książki tej nie trzeba wcale czytać od deski do deski. Przy książkach typu poradnik/self-help, jest to błędem. Po co mam czytać rozdział o np. negocjowaniu ilości dni kiedy mogę pracować z domu, jeśli wcale mnie to nie dotyczy? Warto zaoszczędzić czas na działania i wybierać z książek to czego nam potrzeba w danej chwili. Wspomina nawet o tym sam autor i zaleca dietę nisko-informacyjną. A czytanie od A do Z sugeruje pozostawić na lektury, które czytamy dla czystej przyjemności.

Jedną rzeczą, która jest istotna, i nie podobała mi się w “4-godzinnym tygodniu pracy”, to fakt, że autor przecenia możliwości czytelnika. Oczywiście naturalnym jest, że autor pisze książkę ze swojej perspektywy, szczególnie, że Tim przytacza mnóstwo historii z własnego życia. Jednak uważam iż idealizuje on możliwości zwykłego człowieka, mówiąc, że 3-6 miesięcy wystarczy na zbudowanie pasywnego (bądź prawie pasywnego) źródła dochodu. Jest to pewnie możliwe w jego przypadku i z jego doświadczeniem, budżetem. Jednak dla kogoś, kto musi nauczyć się wszystkiego od zera, zdobyć wiedzę i kontakty, pół roku to wersja niezwykle optymistyczna. Cały proces przejścia z pracy na etacie na np. mieszkanie na rajskiej wyspie w Tajlandii i pracę przez 4 (tytułowe) godziny tygodniowo, może potrwać nawet kilka lat. Z resztą nie chodzi tak naprawdę o pracę przez 4 godziny, chodzi o zmianę w myśleniu o pracy, emeryturze, życiu.

Wydaje mi się, że takie podejście autora może być przyczyną frustracji i niepewności u jego czytelników. Co z kolei jest przyczyną wielu niepowodzeń, przy podejmowaniu prób na styl życia jaki proponuje Tim, z dala od 9-5 i bez odkładania życia na później. Do zbudowania takiego stylu życia jakiego się chce, a nie takiego jaki dyktują nam inni, potrzeba dużo samozaparcia, czasu i samodyscypliny. To nie książka dla naiwnych ani fantastów, to książka dla gotowych na podjęcie działań, albo tych, którzy myślą o zmianach od dawna, ale nie wiedzą jak się do nich zabrać. Alternatywa – 40 lat w ‘więzieniu’ 9-5.

W skrócie, jeśli masz dość odkładania przyjemności na emeryturę, potrzebujesz inspiracji lub interesuje Cię lifestyle design przeczytaj “4-godzinny tydzień pracy”. Polecam!