La Guajira - pustynna ziemia ludu Wayuu

dziewczyna na tle pustynnych terenów La Guajira

Półwysep La Guajira leżący na północnym-wschodzie Kolumbii to bardzo nieprzyjazne miejsce. Suchy, pustynny i półpustynny klimat jaki panuje na większej części półwyspu, potrafi złamać nawet najbardziej wytrwałych. 
Te bezwzględne tereny to od tysięcy lat dom ludu Wayúu, jednak ich wieloletnie tradycje i życie na półwyspie są obecnie zagrożone.

Kiedy wraz z przyjaciółmi wybrałam się na wycieczkę do Cabo de la Vela nie byłam w pełni przygotowana ani świadoma tego co zobaczę. O ile zachwyciły mnie krajobrazy, spotkanie pustyni z morzem, 'lasy' kaktusów, to bieda i trudne warunki w jakich przyszło mieszkać tutejszym ludziom mocno mnie dotknęły. Podróżując po półwyspie ma się wrażenie, że to kawałek Kolumbii, o którym świat zapomniał. Albo, jak o wstydliwym występku, chciał zapomnieć.

Spis treści

Półwysep i departament La Guajira

La Guajira to nazwa zarówno półwyspu jak i departamentu (jednostka administracyjna), w Kolumbii i najbardziej wysunięty na północ fragment Ameryki Południowej. Przez półwysep przechodzi również granica Kolumbii z Wenezuelą.

Krajobrazy

La Guajira to nietypowe jak na Kolumbię krajobrazy. Pewnie spotkania Morza Karaibskiego z pustynią i suchymi nieużytkami byśmy się w tym tropikalnym kraju nie spodziewali. A jednak, jak wyjaśnia Poveda (2004), silna dywergencja wiatrów nad tym obszarem sprawia, że tereny półwyspu (szczególnie w północnej części, tzw. Alta Guajira i Media Guajira), dostają (za wyjątkiem października i listopada), bardzo mało opadów. 
W południowej części departamentu La Guajira (Baja Guajira), opady są jednak dużo wyższe, występują nawet mokradła, a w górach Sierra Nevada de Santa Marta początek bierze największa rzeka przepływająca przez półwysep - Rancheria.

Różnorodność i zmiany w krajobrazie widać jak na dłoni podczas podróży przez Guajira. W czasie przejazdu z Palomino, do Riohacha, Uribia, aż do Cabo de la Vela (do Punta Gallinas nie udało nam się dotrzeć z uwagi na ulewne opady i przechodzący huragan Iota), krajobrazy za oknami samochodu zmieniały się z zawrotnym tempie. A soczyście zielona dżungla szybko dała miejsca spękanej ziemi, piaskowi i sukulentom. 

Na półwyspie, i to zaskakująco w jego północnej części, wśród pustyni, położona jest zielona enklawa - Park Narodowy Macuira. Jak to możliwe? To z uwagi na niewielki łańcuch górski Serranía de Macuira, który powoduje szybkie unoszenie się wilgotnego powietrza, a tym samym formację chmur i intensywne opady po stronie nawietrznej (Sugden, 1982). 

Lud Wayúu

Rdzennymi mieszkańcami półwyspu Guajira jest lud Wayuu. W Kolumbii jest ich ok. 150 tysięcy, a w Wenezueli około dwa razy więcej. Wiele z nich nadal kultywuje swoje tradycje, choć już od setek lat nie prowadzą stricte nomadycznego trybu życia.
Obecnie zajmują się głównie chowem zwierząt (kóz i owiec), rolnictwem (tam gdzie jest to możliwe), produkcją soli, rybołówstwem oraz czerpią zyski z turystyki. 
Na półwyspie znajduje się również największa w Ameryce Łacińskiej kopalnia węgla, ale niestety nie wszyscy korzystają na tym zyskownym interesie (o konflikcie z kopalnią poniżej).

Niektóre klany wyłamują się z dawnych schematów i tradycji i dążą do osiągnięcia 'nowoczesnego' trybu życia, w miastach i z najnowszymi gadżetami. Nie można ich w żaden sposób za to winić, zachowanie tradycji, staje się coraz trudniejsze. A presja ekonomiczna i niemożność wyżycia z własnej ziemi powodują ogromne zmiany w strukturze społecznej Wayuu.

Wayuu porozumiewają się w języku Wayuunaiki, w którym samo słowo Wayúu oznacza człowieka, ludzi. Jest to też kultura, w której przeważa matriarchat, to kobiety są zazwyczaj głowami rodzin czy klanów.


Dzięki swoim umiejętnościom, szczególnie tkackim to również kobiety często zarabiają i utrzymują rodzinę.

  • Wayuu wierzą, że ich umiejętności tkackie pochodzą od Walerer'a (pająka)
  • geometryczne wzory widoczne na tkaninach oraz robionych na szydełku torbach (mochila) nazywane są kanaa(s) i symbolizują krajobraz, przyrodę oraz codzienne życie na półwyspie
  • hamaki, a raczej chinchorros to kolejny element tutejszej kultury, chinchorro to nie ot taki zwykły hamak! To ręcznie robiony, duży hamak z bocznymi połami, który działa trochę jak kołdra i moskitiera w jednym, bo można się w nim zawinąć i spać jak w kokonie

Jak wspomniałam półwysep podzielony jest pomiędzy dwa kraje, Wenezuelę oraz Kolumbię, do której należy większa część terenów La Guajira. 
Granica jest jednak w pewnym sensie umowna, gdyż zamieszkująca te tereny grupa etniczna Wayuu nie utożsamia się do końca ani z jednym, ani z drugim krajem. A przechodząca przez ich terytorium granica ich nie obowiązuje. Dlatego wielu Wayuu zajmuje się przemycaniem benzyny, leków, itp. pomiędzy dwoma krajami.

Szczególnie jeśli chodzi o tereny na północ od miasta Uribia, prawo kolumbijskie nie jest przestrzegane co do joty. Konflikty wewnątrz i między klanami rozstrzygane są przez samą społeczność, nie sądy czy policję. 

Cenna woda

Czasem dopóki nie zetkniemy się z ekstremalną sytuacją, nie zdajemy sobie sprawy jak wygodne jest nasze życie. Jeśli czytasz ten post, to zakładam, że masz dostęp do Internetu, dostęp do urządzenia na którym przeglądasz Internet, podejrzewam, że do twoich codziennych problemów nie należy brak wody pitnej. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w La Guajira...

Jednym z podstawowych problemów na półwyspie, z którego rodzą się bezpośrednio i pośrednio kolejne trudności, to brak wody. La Guajira, szczególnie jej północna część to tereny naturalnie ubogie w życiodajną wodę, jednak nieudolna polityka państwa, korupcja, zmiany klimatu i postępująca degradacja środowiska doprowadziły do poważnego kryzysu

Lista problemów związanych z wodą jest tu długa i zdaje się nie mieć końca. Oto kilka odbijających się najszerszym echem:

  • Carrejon, największa odkrywkowa kopalnia węgla w Ameryce Łacińskiej, zagarnia na własne potrzeby i zużywa ogromne ilości wody pitnej, nie zwracając uwagi na konsekwencje środowiskowe i niesprawiedliwy podział i tak mocno ograniczonych zasobów. Nieobecność i nieudolność państwa, stawia mieszkańców Guajira na przegranej pozycji podczas walki z korporacjami. Jednak sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w Guajira to właśnie korporacje (Carrejon) przejmują częściowo obowiązki państwa i wspierają lokalną społeczność. Rdzenni mieszkańcy znaleźli się między młotem a kowadłem. Przez uległość państwa wobec korporacji, muszą godzić się na niesprawiedliwy podział zasobów wodnych i zagarnianie ich ziem.
  • Tama Cercado na rzece Rancheria powoduje wysychanie zbiorników na wodę w jej dolnym biegu (tzw. jagueyes) i obniżający się poziom wody gruntowej. Przez brak wody, upada rolnictwo, ludzie nie są w stanie wyżywić siebie i swoich rodzin, postępuje niedożywienie dotykające szczególnie dzieci, padają zwierzęta, stan higieny jest opłakany.
  • brak odpowiedniej infrastruktury (wodociągów), która pomogłaby w bardziej sprawiedliwym podziale zasobów wodnych; bądź przestarzałe pompy prawie nienadające się do użycia
  • coraz częstsze i długotrwałe susze, powodowane przez system pogodowy El Nino, nieprzewidywalność pogody, przede wszystkim występowania opadów

Z tym wszystkim przyszło żyć ludowi Wayuu. Tak zmieniany jest ich tradycyjny rytm życia w zgodzie z naturą i deszczem.

Więcej na temat suszy i konfliktów związanych z wodą w La Guajira możecie dowiedzieć się z bardzo ciekawego artykułu Daniel'a Rasolt'a (w j.angielskim). 

Jak zorganizować wyjazd do Cabo de la Vela?

Cabo de la Vela to najbardziej turystyczne miejsce na półwyspie Guajira (co nie znaczy, że oblegane). Myślę że to głównie za sprawą niezwykłych krajobrazów oraz idealnych warunków do nauki i praktykowania kitesurfingu. Bo samo 'miasteczko' nie jest niczym szczególnym. Nieważne jednak z jakiego powodu wybieracie się w te strony świata, trud się opłaci.

Atrakcje La Guajira

Cabo de la Vela

Uśpione Cabo de la Vela nawet trudno nazwać miasteczkiem, nie ma tu w zasadzie żadnych atrakcji oprócz kilku szkół kitesurfingu. Jest to miejsce gdzie zatrzymamy się na noc chcąc pozwiedzać okoliczne tereny lub jadąc dalej do Punta Gallinas. 

Choć można się tu przespać w zwyczajnym łóżku, nie może was ominąć nocleg w hamaku! Dopłaćcie parę peso więcej i wyśpijcie się w tradycyjnym chinchorro, zamiast wiercić się z boku na bok w zwykłym hamaku. 

Ja co prawda za bardzo się nie wyspałam, bo byłam tak podekscytowana spaniem w chinchorro na świeżym powietrzu, że nie mogłam zasnąć. Ale było wygodnie, mogłabym się do takiego spania przyzwyczaić.

Pilon de Azucar

To niewielkie wzgórze, święte w wierzeniach Wayuu, choć dziś na samym szczycie możemy zobaczyć, o ironio, katolicką kapliczkę... Wayuu wierzą, że dusze ich przodków po śmierci trafiają właśnie na Pilon de Azucar (tradycyjna nazwa - Jepira). Zauważyłam, że na górze lata całe mnóstwo ważek, i pomyślałam, że to może te dusze.

Ze szczytu rozpościera się przepiękny widok na Morze Karaibskie i pustynne tereny w głębi lądu, 10-15 minut wystarczy, aby się tam wspiąć.

Blisko, u podnórza Pilon de Azucar znajduje się niewielka plaża ze złotym piaskiem gdzie można się wykąpać w przyjemnej i czystej wodzie. 

Plaża Ojo de Agua

Piękna plaża na której można się kąpać, a wokół iście marsjański krajobraz. To miejsce zrobiło na mnie duże wrażenie i choć byłoby trudno, chciałabym tam jeszcze wrócić.

El Faro - latarnia

Latarnia El Faro nie robi specjalnego wrażenia, ale nie o samą latarnię tu chodzi a o widok, jaki rozpościera się ze wzgórza na którym się znajduje. Najlepiej udać się na wzgórze o zachodzie słońca i poobserwować znikające za bezkresem morskiego horyzontu słońce.

Plaża Arco iris - Plaża Tęczy

Tęczy ja tu nie widziałam, ale może źle patrzyłam...Tęcza ma być widoczna w mgiełce rozpryskujących się z dużą siłą fal. Miejsce jest bardzo ciekawe, obok ostrych jak brzytwy, poszarpanych skalnych fragmentów brzegu, są też spore złote, piaszczyste wydmy.

Rancherias

Swego rodzaju 'atrakcją' są również tradycyjne domostwa Wayuu zwane rancherias. Rancheria to zazwyczaj skupisko domów kilku rodzin. Domy są bardzo proste, a ściany lub płot obejścia zrobione są czasem z kaktusów.

Saliny w Manaure

Po drodze do Cabo de la Vela można zatrzymać się na chwilę i zobaczyć jak odbywa się produkcja soli z wody morskiej w Manaure. Niektóre ze zbiorników z wodą morską zasiedlane są przez algi, które nadają wodzie różowy kolor.

Uribia

Miasto Uribia to stolica rdzennych mieszkańców La Guajira. To tutaj, w maju odbywa się Festiwal Kultury Wayúu. Uribia tętni życiem, to rozwijające się miasto.

Riohacha

To stolica administracyjna departamentu La Guajira i baza wypadowa do odleglejszych części Guajira. To tutaj, na lokalnym rynku można przebierać w bajecznie kolorowych wyrobach kobiet Wayuu - hamakach i torbach. W Riohacha można również spróbować lokalnego specjału - koziego mięsa z grila. Co dziwne, w Cabo był nie do dostania.

Jak dojechać do Cabo de la Vela?

Ja dojechałam w ramach wycieczki z biurem Sashii Tours i bardzo chwalę sobie tą decyzję. Dojazd na własną rękę jest jak najbardziej możliwy, ale w porze deszczowej oraz w czasie pandemii, dodatkowo utrudniony i nie mamy pojęcia ile nas wyniesie.... (z biurem przynajmniej wszystko jest jasne). 

Nasza wycieczka wyglądała następująco:

Riohacha ---> Mayapo ---> saliny w Manaure ---> Uribia ---> Cabo de la Vela --> atrakcje w okolicach Cabo de la Vela ---> powrót do Riohacha

Przejazd Riohacha - Cabo de la Vela zajął nam ok. 5h z przystankami w Uribia i salinach.

Koszt 2-dniowej wycieczki to ~260zł na osobę (z jedzeniem, noclegiem, przejazdami).

Dojazd na własną rękę:

Do Uribia można dostać się w zasadzie bez większych problemów środkami transportu publicznego tzw. colectivos, ze stolicy regionu - miasta Riohacha. To dalsza droga przysparza większych trudności, musicie być gotowi na przygodę, trochę czekania i trochę negocjacji, bo w mieście Uribia trzeba zorganizować sobie transport do Cabo de la Vela.

Z pobieżnych obserwacji i relacji innych podróżników wiem jedynie, że transport zbiorowy jest (pick-up'y), ale baaaardzo niewygodny i trzeba czekać aż auto zostanie zapełnione pasażerami. Ceny w teorii nie są wysokie, ale przez pandemię i ogólną złą sytuację ekonomiczną w regionie przewoźnicy mogą żądać większych sum za przejazd od zagranicznych turystów. Nie wsiadaj do samochodu przed ustaleniem ceny przejazdu!

Dodam, że droga z Uribia do Cabo de la Vela jest absolutnie okropna, a czasami przez podtopienia trzeba jechać bezdrożami omijając przy tym ogromne kaktusy oraz przeprawiać się przez gigantyczne kałuże (tyczy się to dojazdu z wycieczką, jak i na własną rękę). Jest przygoda!

Wskazówki dla podróżujących do Cabo de la Vela

Kiedy jechać do Cabo de La Vela lub Punta Gallinas (najbardziej wysuniętego na północ punktu Ameryki Południowej)? Myślę, że najlepiej omijać porę deszczową czyli okres od końca września do końca listopada. Choć jak powiedziałam pora deszczowa jest obecnie bardziej nieprzewidywalna, w tych miesiącach jest największa szansa na duże opady, a tym samym nieprzejezdne drogi.

O ile my dostaliśmy się do Cabo de la Vela podczas pory deszczowej (w listopadzie) i to po bardzo ulewnych deszczach (częściowo spowodowanych przejściem huraganu Iota), to nie było nawet mowy o przejeździe lub przepłynięciu łódką dalej na północ do Punta Gallinas.

Co zabrać ze sobą? Nie będę wam tu przypominać o czapce, kremie z filtrem, i środku na komary, ale lepiej ich nie zapomnieć... Zabierzcie ze sobą dużo wody, szczególnie jeśli jedziecie z prywatną wycieczką, możecie załadować bagażnik wodą i dodatkowym jedzeniem. Ceny w Cabo de la Vela są wyższe niż w Uribia czy Riohacha i jest bardzo mały wybór dostępnych produktów.

Torby czy butelki z wodą to też dobra rzecz, którą można rozdać po drodze. Zarówno dzieci jak i dorośli często zatrzymują samochody i wyciągają ręce po w zasadzie cokolwiek, najlepiej pieniądze lub jedzenie. Ale na bezdrożach czasem i pieniądze na nic się nie przydadzą a woda jest tu w cenie. Dzieci lubią też słodycze, najlepiej kupić kilka opakowań galeretek z guayaby zawiniętych w liście kukurydzy (lepiej unikać plastiku), będą znikać w błyskawicznym tempie. 

Należy również zabrać ze sobą tyle gotówki ile zamierzacie wydać, albo więcej. W Cabo de la Vela nie ma bankomatów, ani płatności kartą.

Pozostałe uwagi:

  • prąd w Cabo de la Vela wyłączany jest o godzinie 10 wieczorem, warto więc pomyśleć wcześniej o naładowaniu telefonu, aparatu i innych sprzętów; w razie czego przyda się również latarka
  • na parę dni zapomnijcie o Internecie (jeśli macie lokalną kartę, to sygnał jest i tak bardzo słaby)
  • nie liczcie na zbyt wiele wygód, hostele mają bardzo podstawowe wyposażenie, ale i tak jest dużo lepiej niż myślałam, był prysznic!

Podsumowanie

Wydaje mi się, że post ten jest trochę inny niż pozostałe podróżnicze posty na moim blogu. Inna jest też Guajira. Wiele krajów i miejsc do których podróżuję boryka się z problemami (gdzie ich nie ma?), ale na ludzi Wayuu spadło tyle przeciwności losu, że trudno uwierzyć, że ich to nie złamało...

Ich postawa, wytrwałość, chęć zachowania tradycji i walka o swoje tereny jest z jednej strony godna podziwu, ale z drugiej strony trudno myśleć, że w XXI nadal są zmuszeni, aby walczyć o tak podstawowe prawa, jak dostęp do wody.

Nadzieja na lepsze jutro nie opuszcza La Guajira, lokalne i międzynarodowe projekty starają się poprawić sytuację w regionie.

Zapisz się do newsletter'a


Źródła:

Poveda, G. (2004), The hydro‐climatology of Colombia: A synthesis from inter‐decadal to diurnal timescales (in Spanish), Rev. Acad. Colomb. Cienc., 28(107), 201–222.

Sugden, Andrew M. (1982) The vegetation of the Serrania de Macuira, Guajira, Colombia: A contrast of arid lowlands and an isolated cloud forest