Zimowe atrakcje Hulun Buir w Mongolii Wewnętrznej
Chiński Biegun Zimna

Mimo, że ma wiele do zaoferowania, szczególnie jeśli chodzi o przyrodę i robiące wrażenie krajobrazy, Mongolia Wewnętrzna (Region Autonomiczny), nie jest jeszcze na utartych szlakach turystów odwiedzających Chiny. Nawet nieczęsto trafia na cel podróży lokalsów z innych prowincji.
Ale powoli się to zmienia.
W związku z ułatwionym wjazdem do Chin (Polacy mogą wjechać na 30 dni bez wizy), relatywną bliskością Pekinu oraz uruchomieniem nitki szybkich koleji, może warto zastanowić się nad odwiedzinami w Mongolii Wewnętrznej.
Ja sama mimo, że od dłuższego czasu mieszkam w Hohhot, stolicy Mongolii Wewnętrznej, to nie zdołałam zwiedzić wszystkich jej zakamarków. Do niektórych wcale nie jest aż tak blisko… Od dawna na przykład chciałam odwiedzić region Hulun Buir słynący z najpiękniejszych stepów (łąk).
Nigdy się jednak taka wizyta nie udała, aż do teraz!
Stwierdziłam, że ilość śniegu w Hohhot mi zdecydowanie nie odpowiada, zatęskniłam za prawdziwą, białą zimą i postanowiłam wybrać się na chiński biegun zimna - na północ Mongolii Wewnętrznej, właśnie do Hulun Buir.
Hulun Buir
Mongolia Wewnętrzna jest ogromna, powierzchniowo ok. 3-4 razy większa niż Polska. Z punktu widzenia turystyki główne atrakcje regionu to stepy i pustynie. A skoro stepy to Hulun Buir.
Hulun Buir to jeden z obszarów administracyjnych w Mongolii Wewnętrznej, najbardziej wysunięta na północ jej część. Hulun Buir graniczy z Mongolią oraz Rosją, sięga daleko na północ, stykając się z południowymi krańcami Syberii.
Rejon ten należy do najzimniejszych w całych Chinach, (sezon grzewczy trwa tu aż 9 miesięcy), i to właśnie tutaj leży miasteczko Genhe okrzyknięte ‘Chińskim Biegunem Zimna’.
Między innymi dlatego wybrałam Hulun Buir jako cel zimowej wyprawy - niskie temperatury i przede wszystkim dużo śniegu.
Hulun Buir to bardzo duży obszar gdzie piękne lasy Gór Wielkiego Chinganu łagodnie przechodzą w rozległe stepy Równiny Wschodniomongolskiej.
Letnia turystyka jest dość dobrze rozwinięta, zdecydowanie przeważa nad zimową. Ale lokalsi robią co mogą, żeby i zimą przyciągnąć zwiedzających.
Pojawiają się atrakcje jak Mini Festiwale Lodu i Śniegu, na wzór tego znanego, który odbywa się od lat w Harbinie. Prawie każde miasteczko i wioska przygotowują lodowe instalacje i śniegowe rzeźby - materiału do budowy nie brakuje!

Organizowane jest łowienie ryb na zamarzniętych rzekach Amur i Argun.
Nie tak dawno zaczął funkcjonować luksusowy turystyczny pociąg 呼伦贝尔号, coś na kształt Orient Express czy Dogu Express w Turcji, dla tych, którzy chcą zwiedzić trochę regionu w eleganckim stylu.
Lokalne władze często zatrudniają social media influencerów, w celu wypromowania regionu. Nawet niechcący uczestniczyłam w jednym streamie.
W kilka dni oczywiście nie udało mi się objechać wszystkiego, ale na zwiedzanie wybrałam parę ciekawych miejsc. Naszą podróż rozpoczęliśmy w głównym ośrodku miejskim - Hailar.
Hailar
Hailar to siedziba prefektury miejskiej Hulun Buir, to główny port komunikacyjny w regionie. Tutejsze lotnisko jest dość dobrze skomunikowane, można łatwo dolecieć z Pekinu, a jeszcze łatwiej z Hohhot liniami lotniczymi Czyngis-chana - także był to dla nas punkt startowy do zwiedzania regionu.
Można również dojechać pociągiem, ale na razie nie dochodzi tutaj szybka kolej.
Samo miasto nie jest specjalnie interesujące, pojawiają się jednak ciekawe elementy, których nie zobaczymy w innych miejscach.
W mieście zaopatrzymy się w lokalne ‘uggi’ - ciepłe zimowe buty o tradycyjnym kroju, robione ze skóry, często końskiej skóry. Znana jest marka Malaqin, ich sklepy są bardzo popularne i wielu lokalsów faktycznie nosi te buty. Jest to element folkloru, który wciąż jest żywy.

Mogę polecić również znaną mongolską restaurację Junxiangyuan, której specjalnością jest hot pot z grzybową bazą. Opatentowali nawet swój przepis na zupę! Rzeczywiście jest smaczna i niezwykle aromatyczna, robiona z leśnych grzybów z lasów Wielkiego Chinganu (i pewnie jeszcze kilku sekretnych składników).
Hailar jest przede wszystkim miejscem wypadowym na łąki Hulun Buir, tutaj zorganizujemy transport, czy wykupimy wycieczkę nad jezioro Hulun i pobliskie stepy np. te z pięknie meandrującą rzeką Morigele (莫日格勒河/莫尔格勒河).
Rzeka Morigele/Mo’ergele
Obszar Turystyczny Morigele (także wymawiane Mo’ergele), leży ok.50 km od centrum Hailar. Od niedawna zaczęto pobierać opłatę za wstęp (50RMB), ale póki co zimowe zwiedzanie jest darmowe. Zimą praktycznie wszystko jest pozamykane (stoiska gastronomiczne, yurty noclegowe, toalety…), co jak dla mnie nie miało znaczenia. W sumie to nawet lepiej, bo mogłam się skupić na podziwianiu wspaniałych, ośnieżonych stepów, bez całej turystycznej ‘otoczki’.
Największe wrażenie zrobiło na mnie zamarznięte koryto rzeczne wijące się w rozległej dolinie. Rzekę można podziwiać z bliska lub z kilku wyżej położnych punktów widokowych. Koryto delikatnie odznaczało się pod warstwą białego puchu.

Zimowa wersja stepów absolutnie mnie zachwyciła, przyjemnie było doświadczyć takiej ciszy i spokoju, którego na próżno szukać w mieście. Latem taki wypad na pewno też jest przyjemy, a widoki zupełnie inne, ale latem ta atrakcja jest bardzo popularna, i nie sądzę, aby było już tak cicho i spokojnie.

Jak powiedział nam nasz kierowca, latem na stepowych drogach robią się korki, a ceny noclegu w yurtach w najlepszych lokalizacjach na stepie (z widokiem na meandry rzeki) sięgają cen jak w 5-gwiazdkowych hotelach! Nawet 5-6 tysięcy złotych za noc (po wykupieniu noclegu, kolacja w stylu hot pot jest podobno gratis ;P).

Co mnie jeszcze zaciekawiło, to to jak wiele życia toczy się na zimowym stepie - w końcu to mało przyjazny teren, wiatr, śnieg, ekstremalnie niskie temperatury. A tu konie pasą się wygrzebując źdźbła trawy spod śniegu, i wszędzie widać tropy dzikich zwierząt, choć samych zwierząt nie widać. Mają swoje sekretne życie na stepie.
Video z zimowych przygód w Hulun Buir:
Eerguna (Ergun)
Kolejnym punktem na naszej trasie zwiedzania było miasteczko Eerguna(Ergun), położone ok. 50km od granicy z Rosją. Wpływy styku kultur są tu widoczne, architektura w mieście często inspirowana jest, czy wzorowana na rosyjskiej. Napisy na szyldach są w trzech językach: mongolskim (pismo tradycyjne), chińskim oraz rosyjskim.

W Eerguna za darmo zwiedzimy lokalne muzeum z niewielką (w stosunku do całego budynku), wystawą na temat lokalnej kultury i mniejszości rosyjskiej w Chinach (俄罗斯族).
A najpopularniejszą słodką przekąską jest tzw. lieba (列巴) - czyli wypieki wzorowane na rosyjskich, przypominające chleb/ciasto drożdżowe z różnymi dodatkami jak rodzynki, orzechy czy suszone owoce. Z lieba spotkamy się różnych miejscach w historycznej Mandżurii.
Miasteczko Ergun nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia, bo zimowe powietrze jest tu mocno zanieczyszczone - wiele domów pali w piecach, co da się, aż zbyt wyraźnie wyczuć w powietrzu.

Odwiedzający Eerguna przyjeżdżają tu przede wszystkim żeby zobaczyć mokradła. Powiat Ergun może się pochwalić największymi mokradłami w całej Azji.
W kilkanaście minut z centrum miasteczka dojdziemy do Mokradeł Eerguna (额尔古纳湿地景区) - chronionego obszaru w korycie rzeki Gen, bardzo cennego przyrodniczo, z wieloma gatunkami roślin oraz ptaków.
Bilet wstępu poza sezonem kosztuje 20RMB. Możemy pospacerować po parku z widokiem na rozległe mokradła i przyjrzeć się z bliska ważnemu gatunkowi w rejonie - brzozie szerokolistnej. Odwiedzimy też małe muzeum/centrum turystyczne, gdzie niestety jest bardzo mało informacji na temat mokradeł. Możliwe, że w przyszłości się to trochę zmieni.

Zimą pole manewru jest dość ograniczone, szlaki nie są odśnieżone, także trudno byłoby się dostać do samej rzeki, musiało nam wystarczyć podziwianie krajobrazu z umieszczonych na okolicznych wzgórzach platform widokowych.
Dalej od miasta (~20km), położone są jeszcze inne cenne mokradła, chronione w ramach Parku Narodowego Mokradeł Eerguna (额尔古纳国家湿地公园). Zimą atrakcja jest jednak niedostępna.
Za to zimą z miasta wybrać można się na festiwal zimowego połowu ryb, organizowanego na granicznej rzece Argun.
Genhe
Naszym głównym celem podróży było najzimniejsze miejsce w Chinach - Genhe (根河). Jak to bywa w małych miasteczkach, życie tutaj toczy się powoli. Przez miasto płynie rzeka, wzdłuż której odpoczywają i spotykają się mieszkańcy łapiąc promienie zimowego słońca. Spacerują nieśpiesznie i ostrożnie, trzeba mocno uważać, żeby nie przewrócić się na oblodzonych ścieżkach i chodnikach.
Do Genhe ludzie, nawet w okresie letnim przebywają raczej tylko w ramach objazdówek po Hulun Buir, na pół dnia, czy może na dzień i jedną noc (choć hoteli jest cała masa!), i szybko ruszają w dalszą drogę, tak przynajmniej powiedział mi właściciel małego hotelu, w którym się zatrzymaliśmy.
Powody do odwiedzin w Genhe są w zasadzie dwa: Ewenkowie i tytuł ‘bieguna zimna’ (chociaż ja znalazłabym jeszcze parę, niewielkie miasteczko i jego zalesione okolice przypadły mi do gustu).
Ewenkowie
Ewenkowie to tunguski lud koczowniczy, tradycyjnie parający się myślistwem, zbieractwem i hodowlą reniferów. W Chinach jest ich niewielu, są jedna z mniej licznych mniejszości narodowych w tym kraju.
Kiedy w 2003 roku myślistwo zostało zakazane, zmuszeni byli do zupełnej zmiany stylu życia. Niegdyś Ewenkowie byli nomadami, żyli w górach i lasach podążając za reniferami. Musieli zrezygnować z tradycyjnego trybu życia i zostali przesiedleni głównie w okolice Genhe, gdzie powstało dla nich osiedle jednakowych domków nazwane Aoluguya.

Aoluguya w języku Ewenków oznacza "miejsce, w którym rozkwitają topole".
Ewenkowie z Aoluguya nazywani są ostatnim plemieniem myśliwych w Chinach i ostatnim plemieniem hodującym renifery (stąd bardziej dokładne określenie na tą grupę Ewenków - Shilu Ewenkowie). Renifery wykorzystywane były przez Ewenków jako zwierzęta juczne oraz dawały pełne składników odżywczych, tłuste mleko. Dziś Ewenkowie z Aoluguya zajmują się ich hodowlą i odbudowywaniem populacji reniferów w Wielkim Chinganie. Czasem sprzedają także mięso reniferów i poroże (cenione w chińskiej medycynie tradycyjnej).

Niestety nie dowiedziałam się za dużo o kulturze Shilu Ewenków, muzeum, galeria sztuki, wszystko było pozamykane na cztery spusty z braku turystów. Wiem, że ważnym elementem ich kultury (oczywiście oprócz reniferów), jest brzoza. Kora i drewno używane są do budowy domostw oraz różnych domowych przedmiotów, jak np. kosłyski, naczynia.
Zimą w Aoluguya można było jedynie zobaczyć leśną zagrodę, gdzie trzymane jest parę reniferów a obok stoi parę namiotów na wzór tradycyjnych domostw Ewenków (cuoluozi).

Za niewielką opłatą renifery można nakarmić ich ulubionym przysmakiem - porostami (chrobotkiem).
Chiński Biegun Zimna
To właśnie w Genhe zanotowano jak do tej pory najniższą temperaturę powietrza w Chinach -58℃. Miasteczko nie odpuściło marketingowej okazji i mianowało się ‘Chińskim Biegunem Zimna’ 中国冷极村.

Oczywiście te -58 stopni Celsjusza to ekstremum, podczas naszej wizyty w Genhe panowały temperatury w granicach -20 do -27 (z trochę niższą temperaturą odczuwalną). Nie mogłam przepuścić okazji do ciekawych zimowych zabaw, jak podrzucanie wrzątku w bardzo niskich temperaturach w celu uzyskania efektownej ‘chmury’ oraz zrobienia zamarzających baniek mydlanych.

Jak zrobić zamarzające bańki mydlane?
Potrzebny będzie mróz + słomka + odpowiednia mikstura.
Tak naprawdę nie potrzeba aż tak niskiej temperatury, aby bańki zaczęły zamarzać. Kilka stopni poniżej zera wystarczy. Potrzebna jest najlepiej bezwietrzna pogoda (lub osłonięte miejsce), śnieg lub inna w miarę płaska powierzchnia i odpowiednia mikstura do dmuchania baniek.
Robiłam eksperymenty z dwoma różnymi mieszankami:
woda, płyn do mycia naczyń, cukier
woda, płyn do mycia naczyń, gliceryna, cukier
Z dobrze wymieszaną miksturą możemy przystąpić do dmuchania baniek. Miksturę najlepiej jest też wstępnie ochłodzić (aby bańki łatwiej zamarzały). Mogę powiedzieć, że efekty były ciekawsze, kiedy bańki zamarzały przy ok. -8 stopniach. Przy -20 zamarzały za szybko i większość szybko pękała! Takie przynajmniej były moje doświadczenia.

Bańki wyglądają najlepiej na zdjęciach, gdy mają za sobą źródło światła (słońce, lampki). Nie jest łatwo złapać ostrość na bańce, aby ją sfilmować lub sfotografować. Ja robiłam zdjęcia telefonem, ale profesjonalny aparat dający możliwość ręcznego ustawienia pola ostrości na pewno dałby dużo lepsze efekty.
Rynek w Genhe
Zimą w Genhe warto także odwiedzić lokalny rynek, ciekawie to wygląda, ponieważ wszystkie towary, które normalnie schowane byłyby głęboko w zamrażarce (lody, ryby, mięso…), wystawione są na chodniku. Cała okolica to przecież jedna wielka zamrażarka, nie ma szans żeby cokolwiek się rozmroziło, temperatura podczas zimowych miesięcy nie wzrasta powyżej zera, nawet się do 0 nie zbliża.


Na bazarze można się zaopatrzyć w lokalne specjały - owoce (maliny, borówki), orzeszki piniowe czy grzyby z lasów Wielkiego Chinaganu. Polecam także skosztować mrożonej gruszki, wystarczy poczekać aż się trochę rozmrozi. Taka gruszka jest bardzo soczysta, słodko-kwaśna, bardzo mi smakowała.

Jak przygotować się do zimowego wyjazdu do Hulun Buir?
Aby dostać się do Hulun Buir najlepiej dolecieć do Hailar. Potem, poruszanie się po regionie będzie najłatwiejsze jeśli mamy własny/wynajęty samochód. Oczywiście do różnych miasteczek jak Ergun, Genhe dojedziemy komunikacją publiczną, ale musimy mieć na uwadze, że autobusów może być bardzo mało. W sezonie zimowym autobusy zastępowane są czasami samochodami osobowymi, bo jest tak mało chętnych na przejazdy.
Na szczęście, przynajmniej w mieście Hailar łatwo jest wynająć samochód z kierowcą, jeśli boimy się sami prowadzić w trudnych zimowych warunkach. Dodam jeszcze, że wynajęci kierowcy za dodatkową opłatą często oferują usługi fotograficzne. Wielu ma profesjonalne aparaty i potrafią cykać naprawdę fajne zdjęcia.
Opcją jest również wykupienie kilkudniowej objazdówki po głównych atrakcjach regionu, jeśli wolimy zorganizowany przejazd, noclegi i atrakcje.
Ważnym elementem w zimowym Hulun Buir jest odpowiednie ubranie. W Hailar kupisz czapkę, buty, kurtkę...ale w mniejszych miejscowościach może być ciężko. Lepiej być zawczasu przygotowanym.
Ciepła puchowa kurtka będzie dobrym wyborem, coś z większą ilością puchu o wysokiej sprężystości. Nawet nie wiedziałam, a podobno bardzo wysokiej jakości puch produkowany jest w Polsce! Dowiedziałam się jak robiłam research do wyjazdu, bo moja stara puchowa kurtka już się zniszczyła.
Ciepłe rękawiczki, czapka, puchowe spodnie, bielizna termiczna, coś chroniącego przed wiatrem, okulary. Nie jestem specem od ekstremalnych warunków, ale mój zestaw tak właśnie wyglądał i świetnie się sprawdził. Dodatkowo, kiedy wychodzimy na mróz, dobrze jest smarować twarz, szyję i ręce tłustym kremem.
Dobrze jest być też wyposażonym w termos - można albo napić się ciepłego napoju, albo użyć go do rozrzucania wrzątku na mrozie (pod warunkiem, że woda jest bardzo gorąca!).
Zakwaterowanie zabookujecie na trip.com, a tutaj przeczytacie o przydatnych aplikacjach w podróży po Chinach.






